Wiatr w żagle dla zielonej transformacji
To nie jest kolejna kosmetyczna poprawka w przepisach. Rząd właśnie przyjął projekt nowelizacji ustawy o inwestycjach w elektrownie wiatrowe, który może na nowo rozpędzić rozwój OZE w Polsce. Co to oznacza w praktyce? Z jednej strony – więcej turbin na horyzoncie. Z drugiej – konkretne korzyści dla naszych portfeli i środowiska.
Nowe przepisy mają ogromne znaczenie dla przyszłości polskiej energetyki. Dzięki nim możliwa będzie budowa nawet 10 GW nowych mocy wiatrowych do 2030 roku. To skok, który może realnie wpłynąć na ceny prądu, uniezależnić nas od importu paliw kopalnych i przyciągnąć inwestycje do mniejszych miejscowości. Ale przede wszystkim – to krok w stronę bardziej przewidywalnej i bezpiecznej przyszłości energetycznej dla nas wszystkich.
Co dokładnie się zmienia?
Dotychczasowe przepisy były jak betonowy mur, który skutecznie blokował rozwój energetyki wiatrowej. Nowelizacja go kruszy. Najważniejsza zmiana? Zmniejszenie minimalnej odległości turbiny od zabudowań mieszkalnych z 700 do 500 metrów. To nie tylko symboliczny ruch – według szacunków oznacza wzrost możliwej powierzchni inwestycyjnej aż o 26%.
Ale spokojnie – to nie znaczy, że wiatraki będą stawiane gdzie popadnie. Nadal obowiązuje zakaz ich budowy w pobliżu parków narodowych, rezerwatów przyrody, obszarów Natura 2000 i innych cennych terenów. W przypadku parków narodowych zachowano bufor 1500 metrów. Chronimy więc to, co najcenniejsze, nie zamykając się jednocześnie na rozwój.
Decyduje gmina, nie centrala
Kto zdecyduje, gdzie powstanie farma wiatrowa? Nie Warszawa, a lokalna społeczność. To samorządy będą miały ostatnie słowo – czy pozwolić na inwestycję, jak ją zaplanować, jak dużą powierzchnię udostępnić. Każda inwestycja musi zostać uwzględniona w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, co oznacza udział mieszkańców w całym procesie.
Nie dość, że zyskujemy wpływ, to jeszcze realne korzyści: wpływy z podatków zasilą budżety gmin, lokalne firmy zyskają odbiorców tańszej energii, a w okolicy pojawią się nowe miejsca pracy. Wiatrak może więc stać się nie tylko symbolem zielonej energii, ale i rozwoju społeczności.
Tańsza energia, która zostaje w kraju
Nie trzeba być ekspertem, by zrozumieć, że każda kilowatogodzina wyprodukowana w Polsce to pieniądze, które zostają u nas. Dzięki rozwojowi OZE, a w szczególności farm wiatrowych, możemy wreszcie przestać przepalać miliardy złotych na import gazu, węgla czy ropy.
Do tego dochodzi korzyść dla prosumentów, czyli zwykłych obywateli, którzy mogą skorzystać z tzw. prosumenta wirtualnego. Nowe przepisy zakładają, że inwestorzy będą zobowiązani do oferowania lokalnym mieszkańcom udziałów w elektrowniach wiatrowych – minimum 10% mocy. Co to oznacza? Udział we wspólnym wytwarzaniu energii i niższe rachunki przez cały rok, bez konieczności budowania własnej instalacji.
Repowering – drugie życie dla wiatraków
Nowelizacja to nie tylko zaproszenie dla nowych inwestorów. To również szansa na modernizację istniejących farm wiatrowych, czyli tzw. repowering. Dzięki uproszczonym procedurom będzie można wymieniać stare turbiny na nowoczesne i wydajniejsze – bez zmiany lokalizacji, hałasu czy rozmiarów konstrukcji.
Taki lifting pozwala znacząco zwiększyć efektywność, wydłużyć żywotność farmy, a co najważniejsze – bez konieczności od nowa przechodzić przez skomplikowany proces uzgodnień. W przypadku większych zmian, nadal obowiązywać będą konsultacje i oceny środowiskowe, ale uproszczone i bardziej przewidywalne.
Dodatkowe ułatwienia dla OZE i zielonego biznesu
Nowelizacja ustawy to także pakiet zmian ułatwiających inwestowanie w inne źródła odnawialne. Co konkretnie się pojawi?
Wprowadzono mechanizm aukcyjny dla biometanowni o mocy powyżej 1 MW, co może znacząco zwiększyć opłacalność takich instalacji. Zmieniono też zasady w systemie aukcyjnym OZE – zmniejszając próg dostarczonej energii dla biomasy i biogazu z 85% do 65%, co otworzy rynek dla mniejszych graczy.
Do tego dochodzą możliwości budowy gazociągów bezpośrednich dla biogazu, usprawnienia dla spółdzielni energetycznych oraz ułatwienia w rozwoju małych elektrowni wodnych – które będzie można odbudować w miejscu dawnych instalacji.
Ciekawą zmianą jest też większa przejrzystość faktur prosumenckich, dzięki czemu konsumenci energii odnawialnej będą mogli lepiej śledzić, za co płacą i ile oszczędzają.
Wiatrak w sąsiedztwie to potencjał
Czasy, gdy farma wiatrowa była traktowana jak niechciany gość, powoli mijają. Coraz więcej osób dostrzega, że wiatrak to nie tylko konstrukcja z łopatami, ale szansa na rozwój, czyste powietrze i niezależność energetyczną. Owszem, wymaga to mądrego planowania i dialogu z mieszkańcami, ale nowe przepisy tworzą do tego przestrzeń.
Czy Polska stanie się europejskim liderem energetyki wiatrowej? Jeszcze nie dziś, ale nowelizacja ustawy otwiera właśnie drogę do tej przyszłości. I to jest moment, w którym warto się tym zainteresować – jako obywatel, przedsiębiorca, inwestor… albo po prostu ktoś, komu zależy na tym, co będzie jutro.
Nowe przepisy mają wejść w życie pierwszego dnia miesiąca, następującego po miesiącu od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.
Źródło: PAP MediaRoom
Opracowanie: BudownictwoB2B.pl
Fot. otwierająca: Adobe Stock
Komentarze